poniedziałek, 26 października 2015

O nadmiernej troskliwości i innych wadach przeciwnych cnocie roztropności

O nadmiernej troskliwości i innych wadach przeciwnych cnocie roztropności


Dzięki cnotom moralnym człowiek uzyskuje wytrwałość i skuteczność w realizacji dobra. Dzięki nim jest on zdolny do czynienia dobra z satysfakcją.
Fundamentalne znaczenie mają cnoty kardynalne (czyli "zawiasy", na których oparty jest charakter człowieka): roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo. Na drodze do doskonałości człowiek musi pracować nad rozwojem wszystkich tych cnót (sprawności). Bez ich udziału nie może być mowy o prawidłowym ukształtowaniu osobowości, która ma stanowić podstawę mocnego charakteru. Pozwalają nam one – szczególnie cnota roztropności (pamięć, pojętność, gotowość do przyjęcia pouczeń od innych osób, domyślność, oględność, ostrożność i uważność) i pokrewne jej cnoty: rozwaga i mądre rozsądzanie – nie utracić kontaktu z rzeczywistością, o co dziś bardzo łatwo. Sprzyja temu chociażby wprowadzanie dzieci w świat magii poprzez telewizję, gry komputerowe i lektury, które rzekomo mają być remedium na zanik czytelnictwa. Dotyczy to nawet podręczników szkolnych przedstawiających odrealniony świat, w którym uczeń niejednokrotnie stawiany jest w relacji do rzeczy, a nie drugiej osoby (vide: tzw. darmowy Elementarz przygotowany na zamówienie MEN).
Podejmując wysiłek pracy nad kształtowaniem osobowości trzeba mieć również świadomość wad stanowiących przeciwieństwo cnót i nie pozwalających im na właściwe pokierowanie moralnym życiem człowieka. W wypadku przywołanej roztropności przeciwnymi jej wadami będą np.: hipokryzja, niedbalstwo, nieszczerość, lekkomyślność, niezdecydowanie, pochopność, lenistwo i nadmierna troskliwość (por. M.J. Kempys, Rola cnót moralnych w dążeniu ku pełni człowieczeństwa w świetle pism o. Jacka Woronieckiego, Kraków 2005, s. 126–135). Ojciec Jacek Woroniecki uważa, że ze względu na to, iż cnota ta w kierowaniu naszym życiem zajmuje pierwsze miejsce, to właśnie dlatego w jej dziedzinie zaznaczają się szczególnie silnie skutki grzechu pierworodnego (J. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, Lublin 1986, s. 46). Z jednej strony niedomaganiem przeciw roztropności jest zbytnia pochopność w podejmowaniu działania, a z drugiej, opieszałość na etapie jego realizacji. Zdaniem Czcigodnego dominikanina niedomaganiem w dziedzinie roztropności jest też sytuacja, w której "wszystkie jej składniki są w najwyższym stanie sprawności, ale zostają użyte do złego celu albo przynajmniej do złych środków, których się nie godzi używać" – jest to owa "roztropność synów tego świata" (Tamże, s. 50).
Roztropności zatem sprzeciwia się wszechobecna dziś nadopiekuńczość rodziców i wychowawców wobec dzieci. Sytuacje, w których usprawiedliwia się zwykłe niedbalstwo, czasami graniczące wręcz z kłamstwem (tłumaczenie: "zapomniałam/em"), zdarzają się zbyt często w naszej praktyce wychowawczej (rodzicielskiej i szkolnej, a często na styku jednej i drugiej). Owo "usprawiedliwianie" przyjęło niemalże instytucjonalny charakter poprzez odpowiednie przepisy prawa oświatowego. Tymczasem "nie hasło bohaterstwa w wyjątkowych sytuacjach życiowych, ale hasło doskonałości we wszystkim, co spełniamy w naszym szarym życiu codziennym, winno stać się naczelną zasada naszej pedagogiki" (Tamże, s. 57). Można dodać, że tylko wtedy w chwili próby nie zabraknie prawdziwego bohaterstwa. Nie da się tego zrobić bez cnoty roztropności, również ze strony tych, którym powierzono wychowanie dzieci i młodzieży.
Artur Górecki

poniedziałek, 12 października 2015

O potrzebie nauczyciela

O potrzebie nauczyciela


Według św. Tomasza z Akwinu najdoskonalszym zajęciem człowieka jest badanie mądrości, które daje mu udział w prawdziwym szczęściu. W nim odnajdujemy podobieństwo człowieka do Boga. Jest to także – według Akwinaty – zajęcie najpożyteczniejsze (prowadzi do wieczności) i jednocześnie najradośniejsze. Z tej perspektywy rola tego, który rzetelną wiedzę zdobywa i ją przekazuje innym jest szczególna, jest to rola mistrza (mędrca).
Dość często słyszymy dziś, że skoro wiedza istnieje potencjalnie w uczniu, to może on uczyć się sam (inventi), a proces nauczania (doctrina) może być realizowany bez zewnętrznej interwencji nauczyciela. Czy w takim razie można uznać, że nauczyciel jest zbędnym „narzędziem” kształcenia i wychowania?
Św. Tomasz – za którego tokiem myślenia podążmy – przestrzegał, że sama podatność na cnotę nie wystarcza. Konieczny jest wysiłek wychowawczy ze strony człowieka. A trud ten winien być wsparty pomocą kogoś z zewnątrz. Chociażby dlatego, że ze względu na naszą skażoną naturę, nie jesteśmy w stanie sami z siebie zrezygnować z pewnych rzeczy (np. niedozwolonych rozkoszy). „I dlatego to wychowanie, którego celem jest doprowadzenie do cnoty, ludzie powinni otrzymać od kogoś innego” (Summa theologiae, I – II, q. 95, a. 1).
Rola nauczyciela w procesie nauczania może być porównana do przyczyny nadrzędnej, która pomaga uczniowi w rozwijaniu jego zdolności. Nauczyciel posługuje się słowami i obrazami, które nie są „najbliższą przyczyną wiedzy”; taką przyczyną jest „rozum, który wychodzi od zasad i zmierza do wniosków” (De Ventate, q. 11, a. 1 ad 4).  Nauczyciel prowadzi ucznia ku poznaniu rzeczy nowych. Odbywa się to poprzez nawiązanie do tego, co już uczeń wie. Nauczyciel pomaga wychowankowi wznieść gmach wiedzy z elementów, które uczący się posiada już potencjalnie. Tak więc, choć uczeń może nauczyć się czegoś sam, to jednak prawdziwa nauka nie może obyć się bez interwencji nauczyciela. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż takie samodzielne poszukiwania, choć bez wątpienia mogą bardziej angażować podmiot uczący się, nie pozwalają uniknąć błędów i wątpliwości, którym w znacznym stopniu zaradzić może obecność nauczyciela, który powinien prowadzić wychowanka do wiedzy uporządkowanej i przemyślanej.
Choć rzeczywistą przyczyną wiedzy jest intelekt ucznia to jednak według Doktora Anielskiego możemy być tylko niedoskonałymi nauczycielami samych siebie (przyczyną wiedzy), gdyż nie posiadamy wiedzy aktualnej, tylko wiedzę w możności (De Ventate q. 11, a. 2). Samokształcenie nie obejmuje obszaru doctrina.       Przyczyną Pierwszą jest sam Bóg, który oświeca umysł. Jednak dopiero na skutek interwencji przyczyny wtórnej (główna przyczyna wtórna to uczeń; nadrzędna przyczyna to nauczyciel) umysł może dokonać przejścia z możności wiedzy do aktualności. Rolą nauczyciela  jest pobudzanie ucznia do urabiania przez niego samego pojęć umysłowych. Czyni on to poprzez podsuwanie uczącemu się znaków z zewnątrz. Moc poznawania i nauczania ma swoje źródło w Bogu, który uzdolnił nas do poznania prawdy zawartej w świecie rzeczy i osób. „Jak więc dwa są sposoby odzyskania zdrowia, mianowicie przez samo działanie natury albo z natury, ale wspomaganej przez medycynę, tak samo również są dwa sposoby zdobywania wiedzy. Po pierwsze, gdy rozum naturalny sam osiąga poznanie tego, co nieznane, wówczas mówimy o odkrywaniu; po drugie, gdy rozum naturalny wspomagany jest przez kogoś z zewnątrz i wtedy mówimy o nauczaniu”[1]. Jak zaznaczyliśmy wyżej, nie ma procesu nauczania bez obecności nauczyciela (oczywiście nie chodzi tu tylko o osoby spełniające kryteria formalne pozwalające pełnić zawód nauczyciela).
Ważne jest, aby nauczyciel był tym, który posiada wiedzę rzeczywistą i chce, a także potrafi, ją przekazywać. „Otóż nauczanie zakłada doskonałe działanie wiedzy w profesorze czy nauczycielu. Nauczyciel musi więc posiadać w sposób doskonały i wyraźny wiedzę, którą sprawia w kimś innym, tak jak uczący się zdobywa ją dzięki nauczaniu”[2]. Niestety, z tym bywa różnie. Nie zmienia to jednak prawdy o tym, że dla właściwego uformowania intelektu, woli i sfery uczuciowej młodego człowieka prawdziwi mistrzowie są niezbędni. Celem pracy nauczyciela jest prowadzenie ucznia ku mądrości, a więc, ostatecznie, ku Bogu; zetknięcie ucznia z Prawdą. Wiedza przekazywana przez nauczyciela winna być wcześniej przedmiotem jego głębokiej medytacji. Uczeń ma wiedzieć, że to, co mówi nauczyciel jest prawdziwe i dlaczego jest prawdziwe. Na tym też winien zasadzać się autorytet i cały warsztat pracy nauczającego pedagoga, a nie na znajomości coraz bardziej wymyślnych technik dydaktycznych (w odniesieniu do metody św. Tomasz pisał o potrzebie uwzględnienia poziomu ucznia, odpowiednim podziale treści, i posługiwaniu się przykładami w jej wyjaśnianiu) które mają rolę podrzędną. Proponowany model edukacji musi być otwarty na działanie łaski, o tym nie wolno zapominać.

Artur Górecki 
[1]    Św. Tomasz z Akwinu, O Nauczycielu, s. 511.[w:] tenże, Kwestie dyskutowane o prawdzie, t. 1, przekł. A. Aduszkiewicz, L. Kuczyński, J. Ruszczyński, Kęty 1998, s. 505–525.
[2]    Tamże, s. 517.

za: http://christianitas.org/news/o-potrzebie-nauczyciela/