Chrzest Mieszka I – fides catholica in Polonia recipitur
Zaiste ślepą była przedtem Polska, nie znając ani czci prawdziwego Boga, ani zasad wiary, lecz przez oświeconego [cudownie] Mieszka i ona także została oświeconą, bo gdy on przyjął wiarę, naród polski uratowany został od śmierci w pogaństwie („Gall” Anonim).
Chyba niewielu historyków kwestionuje
dziś to, że w przyjęciu chrześcijaństwa przez pogańskich władców,
poczynając od Konstantyna Wielkiego, istotną rolę odegrały czynniki
religijne – czyli nawrócenie.
Podobnie sprawa wygląda z Mieszkiem I.
To właśnie on, poprzez swoją decyzję o przyjęciu chrztu w 966 roku,
położył niejako kamień węgielny pod budowę Polski, ratując jednocześnie
jej byt od losu, który stał się udziałem chociażby Słowian połabskich –
zniknięciem z kart historii. Choć Mieszko zapewne nie przeciwstawiał
sfery politycznej, sferze religijne – do czego my dziś jesteśmy tak
skłonni, to jednak nie był to jedynie wybór polityczny. Warto pamiętać,
że władca katolicki miał bronić religii prawdziwej, zapewnić w swym
państwie religijne życie chrześcijańskie dla poddanych, miał wprowadzać
chrześcijański ład moralny i obyczajowy. Był to pewien ideał, którego
uświadomienie i realizacja wymagały czasu i trudu. Wydaje się jednak, że
motywację wypływającą z niego, odnajdujemy już w działaniach pierwszych
Piastów.
Droga do Mieszkowego chrztu prowadziła
przez sojusz polityczny z Czechami i Cesarstwem, który został
przypieczętowany małżeństwem z Dobrawą. Decyzja o chrzcie była wpisana w
określony kontekst polityczny i społeczny. Była ona jednak przede
wszystkim decyzją o charakterze religijnym, uwarunkowaną nawróceniem
księcia piastowskiego – był to sakrament. (Czy jednak również księcia
Polan? Tego nie wiemy. Niektórzy badacze zanegowali istnienie tego
plemienia, a wraz z tym całą plemienną genezę narodzin naszej
państwowości). Czy pomogła mu w tym jego czeska małżonka, o czym
jednoznacznie zaświadczają biskup Thietmar i „Gall” Anonim (przy
wszystkich różnicach dotyczących przedstawianej przez nich strategii,
którą miała obrać Dobrawa w celu nawrócenia męża), czy też jakieś,
słabiej naświetlone źródłowo, kontakty z chrześcijańskimi misjonarzami
(niektórzy odwołują się tu do wątku chrystianizacji Wiślań w obrządku
słowiańskim)… Bez wątpienia zadział sam Wszechmogący, być może
wykorzystując obydwa wspomniane „narzędzia”, a zapewne pierwsze z nich –
kobietę. Trudno jest rozstrzygnąć poziom świadomości religijnej samego
Mieszka, ale wiemy przecież, że łaska udoskonala naturę, nie niszcząc
jej. Tak musiało być i z pierwszym bezsprzecznie historycznym władcą
naszego państwa. Bóg wszedł w historię Polski u zarania jej dziejów (o
okresie poprzedzającym rok 966 nasza wiedza historyczna jest naprawdę
mizerna, choć snute tu hipotezy – poczynając od prawędrówki Słowian –
niezwykle ciekawe). Dlatego tak trudno jest oddzielić w naszej kulturze
to, co polskie, od tego – co katolickie.
Chrzest Mieszka I i jego dworu, mający
miejsce na Wielkanoc 966 roku na Ostrowie Lednickim, w Poznaniu, a może
Gnieźnie (znów zdani jesteśmy na spekulacje oparte głównie na źródłach
archeologicznych), zapoczątkował długotrwały i trudny proces
chrystianizacji wszystkich jego poddanych. Było to jednak otwarcie
„kanałów” łaski nadprzyrodzonej dla naszego kraju i jego mieszkańców.
Decyzja ta określiła rodzaj racjonalności, według której kształtowane
miały być nie tylko życie jednostek i rodzin, ale również prawa i
instytucje formującego się państwa. Państwa, które stawało się częścią
średniowiecznej christianitas. Forma polskości został jednakże określona
na tyle wyraźnie i trwale, że z zerwaniem z nią mają problem nawet ci,
którzy deklaratywnie odcinają się od wszelkich związków z katolicyzmem.
Artur Górecki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz