Obraz Inkwizycji, który funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni
(jako synonim zła, zniewolenia myśli, czy wręcz totalitaryzmu)
ukształtowany został nie w oparciu o rzetelne, oparte na źródłach
historycznych opracowania na jej temat (których jest coraz więcej ), ale
wziął się z antykatolickich uprzedzeń obozu protestanckiego, a
następnie został pogłębiony przez wrogi Kościołowi nurt ideologii
oświeceniowej.
Zamiast wstępu
Podczas jednego ze szkoleń organizowanych dla nauczycieli historii
warszawskich szkół średnich dane było mi przekonać się − zresztą nie po
raz pierwszy − jak wiele jeszcze tematów, dotyczących szczególnie
historii Kościoła, przedstawia się w różnego rodzaju dyskursach w sposób
zideologizowany, daleki od rzetelnych ustaleń badaczy; opartych nie na
przypuszczeniach czy opiniach, ale materiale źródłowym. Jednym z takich
wciąż obecnych w zmitologizowanej postaci tematów jest narracja na temat
Inkwizycji. Żadne przytaczane podczas tego spotkania przez mnie
argumenty (w oparciu chociażby o watykańskie materiały udostępnione
badaczom w ostatnich latach) nie były w stanie skłonić jego uczestników,
nawet nie do ich przyjęcia (na to nie liczyłem), ale podjęcia jakiejś
merytorycznej dyskusji. Strach pomyśleć czym „zapładnia się” głowy
naszych dzieci na lekcjach historii…
Obraz Inkwizycji, który funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni (jako
synonim zła, zniewolenia myśli, czy wręcz totalitaryzmu) ukształtowany
został nie w oparciu o rzetelne, oparte na źródłach historycznych
opracowania na jej temat (których jest coraz więcej ), ale wziął się z
antykatolickich uprzedzeń obozu protestanckiego, a następnie został
pogłębiony przez wrogi Kościołowi nurt ideologii oświeceniowej. Obraz
ten utrwalony został w literaturze przez takich twórców, jak chociażby
Dostojewski (vide: Wielki inkwizytor w „Braciach Karamazow”) czy Umberto
Eco („Imię róży”), a także współczesnej produkcji filmowej. Ów ponury
mit oparty na apriorycznych sądach, upowszechnia się w większości
podręczników szkolnych, a także na łamach „popularnonaukowych” pism (np.
„Mówią Wieki”, „Focus. Historia”). Trudno nie zgodzić się ze słowami
Rafała A. Ziemkiewicza, który napisał jakiś czas temu: „Obraz Świętej
Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie
ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą,
ile Księstwo Mołdawii z serialu "Dynastia" z prawdziwą Mołdawią”.
Tymczasem, Inkwizycja (wyraz pochodzący od łac. inquisitio - badanie,
dochodzenie) to kościelne trybunały wiary, powołane do wykrywania,
nawracania - i dopiero w ostateczności - karania opornych heretyków;
wyróżniające się spośród ówczesnych trybunałów sądowych położeniem
nacisku nie tyle na ukaranie oskarżonego, co na zbawienie jego duszy.
Początki
Genezy Inkwizycji można doszukiwać się już w czasach Apostolskich
[herezje są tak stare jak Kościół, a zatem i walka z nimi, której ślady
znajdujemy w Nowym Testamencie (Tt 3, 10-11; 1 Kor 5, 13; 1 Tm 1,20)].
Jednakże w sensie instytucjonalnym zaistniała ona pod koniec XII wieku
(do XV stulecia działać będą inkwizytorzy wyznaczani przez papieży, a
także, choć rzadziej biskupów). Przy czym w tym najwcześniejszym okresie
„inquisitio”, jak zauważa ks. Grzegorz Ryś., to bardziej czynność niż
zinstytucjonalizowany trybunał . Od XV w. mamy do czynienia z
powoływaniem państwowych trybunałów inkwizycyjnych, z najbardziej znaną
Inkwizycją hiszpańską. Przetrwały one do początku XIX wieku. Za
pozostałość instytucji Inkwizycji, w pewnym sensie, można uznać Świętą
Kongregację Nauki Wiary powołaną do życia przez Pawła VI (jako
następczynię Świętego Oficjum, w które to w 1908 r. przekształciła się
Inkwizycja Rzymska).
Aby zrozumieć, czym była Inkwizycja, nie można abstrahować od
kontekstu społecznego i politycznego epoki, w której się narodziła.
Należy też odróżnić Inkwizycję kościelną i państwową.
Instytucja ta zostaje powołana do życia w 1184 w momencie, gdy Ojciec
Święty Lucjusz III nakazuje wszystkim biskupom walkę z herezją, a
Innocenty III na początku następnego stulecia powołuje powszechną
Inkwizycję kościelną, która następnie zostanie powierzona dominikanom i
franciszkanom (stąd pojawiające się określenia: Inkwizycja biskupa i
zakonna). Jej powołanie spowodowane było przede wszystkim troską o to,
aby świeckie sądy nie skazywały za herezję ludzi niewinnych (heretycy
karani byli śmiercią na długo przed powołaniem sądów inkwizycyjnych, np.
król francuski Robert II Pobożny spalił na stosie w 1017 roku w
Orleanie 12 osób), posługując się przy tym torturami i szafując karą
śmierci (co w ówczesnych realiach postępowania sądowego było czymś
normalnym). Inkwizycja zależna był bezpośrednio od Stolicy Apostolskiej,
wymagając, w odniesieniu do Inkwizycji zakonnej, akceptacji biskupa
miejsca.
Nierzadko działanie Inkwizycji powodowane było naleganiami ze strony
wiernych, którzy domagali się ukarania „mącicieli” istniejącego
porządku. Ówczesne ruchy heretyckie (katarzy, albigensi, waldensi),
częstokroć o zabarwieniu gnostyckim, godziły bowiem w najbardziej
fundamentalne zasady owego ładu, takie jak: instytucja Kościoła,
rodzina, przysięga, składanie zeznań przed trybunałem itd. Nie mówiąc
już o tym, że głosiły heretyckie poglądy w sferze doktrynalnej. A zatem
herezja niosła ze sobą, z jednej strony zagrożenie dla życia wiecznego
tego, który jej ulegał (co dla ludzi Średniowiecza, traktujących sprawy
wiary bardzo poważnie, było istotnym argumentem), z drugiej zaś
naruszała doczesny ład. W oczach współczesnych była poważnym
zagrożeniem, wobec którego nie można było pozostać obojętnym. Zacytujmy
R. A. Ziemkiewicza: „Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez
Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z
gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do
tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia
chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę
społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i
prawa obywatela”.
Procedury
Sama procedura inkwizycyjna była ściśle określona, a w wypadku jej
łamania inkwizytora zawieszano w działaniach. Inkwizytorzy (najczęściej
Trybunał tworzyło dwóch inkwizytorów, biskup lub jego przedstawiciel, 12
wiernych, notariusz i lekarz, a później również kwalifikatorzy),
musieli być to ludzie odznaczający się dobrymi obyczajami, pobożnością,
biegłością w teologii i prawie. Pierwszym działaniem Trybunału było
ogłoszenie czasu łaski. Heretycy mogli dobrowolnie odwołać swoje błędu.
Uwalniano ich wtedy od winy automatycznie, pozostawała spowiedź i
pokuta. Oskarżony po usłyszeniu stawianych mu zarzutów zabiera głos,
mógł prosić o dodatkowe wyjaśnienie oraz prosić o zmianę (sic!) członków
Trybunału jeśli uznał, że któryś z jego sędziów jest mu nieprzychylny.
Karę śmierci dla heretyków datujemy od końca XII wieku . Ci, których
uznano za zatwardziałych heretyków przekazywani byli ramieniu
świeckiemu. Od połowy XIII wieku, gdy heretyków zrównano w prawach ze
zwykłymi kryminalistami zaczęto również stosować tortury tak, jak w
przypadku innych przestępców. Stosowano tu jednak daleko idące
ograniczenia. Najczęściej stosowaną metodą tortur było ograniczanie
racji żywnościowych, nie mogły one prowadzić do okaleczenia lub śmierci
oskarżonego. Nie można było im poddawać dzieci, starców czy kobiet w
stanie błogosławionym. Zeznania złożone podczas tortur miały ograniczona
wartość dowodową (musiały być później potwierdzone przez oskarżonego).
Tortury stosowano tylko wówczas, gdy wina została udowodniona, a
oskarżony nie chciał się do niej przyznać; nigdy nie stosowano ich
podczas pierwszej rozprawy. Trybunały inkwizycyjne na tle ówczesnych
świeckich procedur sądowych wyróżniały się łagodnością. „Pisząc o
stosowaniu tortur przez sądy inkwizycyjne, musimy przyznać, że nie są
one mitem, mitem jest natomiast propagowanie skali i drastyczności
zjawiska” .
Pamiętajmy jednak, że zawsze przed wszczęciem postępowania sądowego
próbowano wzywać do nawrócenia i pokuty, organizowano w tym celu
specjalne ceremonie. Najbardziej znana z nich nazywana była auto-da-fé
(od actus fidei – akt wiary). Następowało wówczas publiczne ogłoszenie
wyroku Inkwizycji, poprzedzone było publiczną manifestacją wiary. Tych,
którzy uznali swą winę proszono o publiczne wyznanie wiary. Ci, którzy
trwali w błędzie przekazywani byli ramieniu świeckiemu (co nie było
równoznaczne z wyrokiem śmierci).
Liczba ofiar
Najbardziej zakłamaną kartą mitu o Inkwizycji jest podawana liczba
jej ofiar. Czasami odnosi się wrażenie, że wyrok sądu inkwizycyjnego nie
mógł być inny niż kara śmierci (bezcelowe wydaje mi się przytaczanie w
tym miejscu owych wydumanych statystyk). Tymczasem ustalenia dokonane
przez historyków w ostatnich latach w oparciu o akta procesowe mówią o
czymś diametralnie innym. I tak, w odniesieniu do uznawanej za
najbardziej surową, Inkwizycji hiszpańskiej, przyjmuje się, że odsetek
wydawanych wyroków śmierci nigdy nie przekroczył 1 proc. wszystkich
orzeczeń Trybunału (w latach 1759-1808 ramieniu świeckiemu przekazano 4
osoby). Materiały przedstawione w Watykanie w 2004 r. mówią o tym, że
Inkwizycja hiszpańska w całym okresie swojego istnienia wydała ok. 125
tys. wyroków, z tego wyroki śmierci stanowią ok. 1, 5 proc. Trzeba
dodać, że to wcale nie oznaczało, że na wszystkich osobach skazane na
śmierć wyrok wykonano. Źródła mówią o tym, że część wyroków został
wykonana zaocznie, tzn. spalono kukłę wyobrażającą skazanego. Większość
jej wyroków stanowiły: nakazy noszenia odpowiedniego stroju pokutnego,
przypisane praktyki modlitewne, więzienie („wieczne więzieni” – to
termin, którym określano dom skazanego, którego nie powinien on
opuszczać przez określony czas), galery, itp. Bernard Gui, inkwizytor,
na temat którego, niezasłużenie, powstała „czarna legend” (vide: Umberto
Eco, „Imię róży”), miał w ciągu roku przeprowadzać nawet 578 procesów.
Jednakże z 418 osób uznanych przez niego za winne, tylko pięć zostało
przekazanych ramieniu świeckiemu (co wcale nie musiało oznaczać,
podkreślmy to jeszcze raz, wyroku śmierci). Archiwa sądów inkwizycyjnych
z Tuluzy mówią, że kara śmierci stanowiła 1 proc. wszystkich wyroków.
Jak słusznie zauważa R. Konik „dane te nie uwzględniają odwołań od
wyroków śmierci do Stolicy Apostolskiej”.
Na zakończenie dodajmy, że na karę śmierci za herezję o wiele
częściej skazywano w krajach protestanckich niż katolickich. Np. w
Anglii spalono ok. 30 tys. ludzi oskarżonych o bycie czarownicą, w
protestanckich Niemczech za ten sam rzekomy proceder skazano 100 000
ofiar. „Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów
epoki, w której - wedle osławionego prawa Magdeburskiego - każdy sąd
grodzki, złożony z najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego
męki "mistrza", mógł wymierzyć 21 rodzajów „kwalifikowanej" (tj.
połączonej ze specjalnymi torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak
kradzież czy cudzołóstwo. W Strasburgu w samym tylko październiku 1582
skazano na stos 134 czarownice - dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi
zsumowana liczba ofiar pięciu największych auto da fé w dziejach
Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach miejskich Genewy znajdujemy zapis,
iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary - bez żadnego sądu - 31
osób.”
Zakończenie
Mam nadzieję, że powyższy tekst, zawierający podstawowe informacje na
temat historii i działania Świętej Inkwizycji, będzie stanowił punkt
wyjścia dla dalszego pogłębienia tematu dla wielu młodych (choć nie
tylko) ludzi, którzy znajdą go szukając, być może, materiałów do
kolejnej pracy z historii. Oby zachęcił on ich do sięgnięcia po rzetelne
opracowania naukowe, a w przyszłości do podjęcia własnych badań w tym
obszarze.
Artur Górecki
tekst publikowany na: konserwatyzm.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz