środa, 2 listopada 2011

Mit Świętej Inkwizycji

Obraz Inkwizycji, który funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni (jako synonim zła, zniewolenia myśli, czy wręcz totalitaryzmu) ukształtowany został nie w oparciu o rzetelne, oparte na źródłach historycznych opracowania na jej temat (których jest coraz więcej ), ale wziął się z antykatolickich uprzedzeń obozu protestanckiego, a następnie został pogłębiony przez wrogi Kościołowi nurt ideologii oświeceniowej.

Zamiast wstępu
Podczas jednego ze szkoleń organizowanych dla nauczycieli historii warszawskich szkół średnich dane było mi przekonać się − zresztą nie po raz pierwszy − jak wiele jeszcze tematów, dotyczących szczególnie historii Kościoła, przedstawia się w różnego rodzaju dyskursach w sposób zideologizowany, daleki od rzetelnych ustaleń badaczy; opartych nie na przypuszczeniach czy opiniach, ale materiale źródłowym. Jednym z takich wciąż obecnych w zmitologizowanej postaci tematów jest narracja na temat Inkwizycji. Żadne przytaczane podczas tego spotkania przez mnie argumenty (w oparciu chociażby o watykańskie materiały udostępnione badaczom w ostatnich latach) nie były w stanie skłonić jego uczestników, nawet nie do ich przyjęcia (na to nie liczyłem), ale podjęcia jakiejś merytorycznej dyskusji. Strach pomyśleć czym „zapładnia się” głowy naszych dzieci na lekcjach historii…
Obraz Inkwizycji, który funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni (jako synonim zła, zniewolenia myśli, czy wręcz totalitaryzmu) ukształtowany został nie w oparciu o rzetelne, oparte na źródłach historycznych opracowania na jej temat (których jest coraz więcej ), ale wziął się z antykatolickich uprzedzeń obozu protestanckiego, a następnie został pogłębiony przez wrogi Kościołowi nurt ideologii oświeceniowej. Obraz ten utrwalony został w literaturze przez takich twórców, jak chociażby Dostojewski (vide: Wielki inkwizytor w „Braciach Karamazow”) czy Umberto Eco („Imię róży”), a także współczesnej produkcji filmowej. Ów ponury mit oparty na apriorycznych sądach, upowszechnia się w większości podręczników szkolnych, a także na łamach „popularnonaukowych” pism (np. „Mówią Wieki”, „Focus. Historia”). Trudno nie zgodzić się ze słowami Rafała A. Ziemkiewicza, który napisał jakiś czas temu: „Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile Księstwo Mołdawii z serialu "Dynastia" z prawdziwą Mołdawią”.
Tymczasem, Inkwizycja (wyraz pochodzący od łac. inquisitio - badanie, dochodzenie) to kościelne trybunały wiary, powołane do wykrywania, nawracania - i dopiero w ostateczności - karania opornych heretyków; wyróżniające się spośród ówczesnych trybunałów sądowych położeniem nacisku nie tyle na ukaranie oskarżonego, co na zbawienie jego duszy.
Początki
Genezy Inkwizycji można doszukiwać się już w czasach Apostolskich [herezje są tak stare jak Kościół, a zatem i walka z nimi, której ślady znajdujemy w Nowym Testamencie (Tt 3, 10-11; 1 Kor 5, 13; 1 Tm 1,20)]. Jednakże w sensie instytucjonalnym zaistniała ona pod koniec XII wieku (do XV stulecia działać będą inkwizytorzy wyznaczani przez papieży, a także, choć rzadziej biskupów). Przy czym w tym najwcześniejszym okresie „inquisitio”, jak zauważa ks. Grzegorz Ryś., to bardziej czynność niż zinstytucjonalizowany trybunał . Od XV w. mamy do czynienia z powoływaniem państwowych trybunałów inkwizycyjnych, z najbardziej znaną Inkwizycją hiszpańską. Przetrwały one do początku XIX wieku. Za pozostałość instytucji Inkwizycji, w pewnym sensie, można uznać Świętą Kongregację Nauki Wiary powołaną do życia przez Pawła VI (jako następczynię Świętego Oficjum, w które to w 1908 r. przekształciła się Inkwizycja Rzymska).
Aby zrozumieć, czym była Inkwizycja, nie można abstrahować od kontekstu społecznego i politycznego epoki, w której się narodziła. Należy też odróżnić Inkwizycję kościelną i państwową.
Instytucja ta zostaje powołana do życia w 1184 w momencie, gdy Ojciec Święty Lucjusz III nakazuje wszystkim biskupom walkę z herezją, a Innocenty III na początku następnego stulecia powołuje powszechną Inkwizycję kościelną, która następnie zostanie powierzona dominikanom i franciszkanom (stąd pojawiające się określenia: Inkwizycja biskupa i zakonna). Jej powołanie spowodowane było przede wszystkim troską o to, aby świeckie sądy nie skazywały za herezję ludzi niewinnych (heretycy karani byli śmiercią na długo przed powołaniem sądów inkwizycyjnych, np. król francuski Robert II Pobożny spalił na stosie w 1017 roku w Orleanie 12 osób), posługując się przy tym torturami i szafując karą śmierci (co w ówczesnych realiach postępowania sądowego było czymś normalnym). Inkwizycja zależna był bezpośrednio od Stolicy Apostolskiej, wymagając, w odniesieniu do Inkwizycji zakonnej, akceptacji biskupa miejsca.
Nierzadko działanie Inkwizycji powodowane było naleganiami ze strony wiernych, którzy domagali się ukarania „mącicieli” istniejącego porządku. Ówczesne ruchy heretyckie (katarzy, albigensi, waldensi), częstokroć o zabarwieniu gnostyckim, godziły bowiem w najbardziej fundamentalne zasady owego ładu, takie jak: instytucja Kościoła, rodzina, przysięga, składanie zeznań przed trybunałem itd. Nie mówiąc już o tym, że głosiły heretyckie poglądy w sferze doktrynalnej. A zatem herezja niosła ze sobą, z jednej strony zagrożenie dla życia wiecznego tego, który jej ulegał (co dla ludzi Średniowiecza, traktujących sprawy wiary bardzo poważnie, było istotnym argumentem), z drugiej zaś naruszała doczesny ład. W oczach współczesnych była poważnym zagrożeniem, wobec którego nie można było pozostać obojętnym. Zacytujmy R. A. Ziemkiewicza: „Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa obywatela”.
Procedury
Sama procedura inkwizycyjna była ściśle określona, a w wypadku jej łamania inkwizytora zawieszano w działaniach. Inkwizytorzy (najczęściej Trybunał tworzyło dwóch inkwizytorów, biskup lub jego przedstawiciel, 12 wiernych, notariusz i lekarz, a później również kwalifikatorzy), musieli być to ludzie odznaczający się dobrymi obyczajami, pobożnością, biegłością w teologii i prawie. Pierwszym działaniem Trybunału było ogłoszenie czasu łaski. Heretycy mogli dobrowolnie odwołać swoje błędu. Uwalniano ich wtedy od winy automatycznie, pozostawała spowiedź i pokuta. Oskarżony po usłyszeniu stawianych mu zarzutów zabiera głos, mógł prosić o dodatkowe wyjaśnienie oraz prosić o zmianę (sic!) członków Trybunału jeśli uznał, że któryś z jego sędziów jest mu nieprzychylny.
Karę śmierci dla heretyków datujemy od końca XII wieku . Ci, których uznano za zatwardziałych heretyków przekazywani byli ramieniu świeckiemu. Od połowy XIII wieku, gdy heretyków zrównano w prawach ze zwykłymi kryminalistami zaczęto również stosować tortury tak, jak w przypadku innych przestępców. Stosowano tu jednak daleko idące ograniczenia. Najczęściej stosowaną metodą tortur było ograniczanie racji żywnościowych, nie mogły one prowadzić do okaleczenia lub śmierci oskarżonego. Nie można było im poddawać dzieci, starców czy kobiet w stanie błogosławionym. Zeznania złożone podczas tortur miały ograniczona wartość dowodową (musiały być później potwierdzone przez oskarżonego). Tortury stosowano tylko wówczas, gdy wina została udowodniona, a oskarżony nie chciał się do niej przyznać; nigdy nie stosowano ich podczas pierwszej rozprawy. Trybunały inkwizycyjne na tle ówczesnych świeckich procedur sądowych wyróżniały się łagodnością. „Pisząc o stosowaniu tortur przez sądy inkwizycyjne, musimy przyznać, że nie są one mitem, mitem jest natomiast propagowanie skali i drastyczności zjawiska” .
Pamiętajmy jednak, że zawsze przed wszczęciem postępowania sądowego próbowano wzywać do nawrócenia i pokuty, organizowano w tym celu specjalne ceremonie. Najbardziej znana z nich nazywana była auto-da-fé (od actus fidei – akt wiary). Następowało wówczas publiczne ogłoszenie wyroku Inkwizycji, poprzedzone było publiczną manifestacją wiary. Tych, którzy uznali swą winę proszono o publiczne wyznanie wiary. Ci, którzy trwali w błędzie przekazywani byli ramieniu świeckiemu (co nie było równoznaczne z wyrokiem śmierci).
Liczba ofiar
Najbardziej zakłamaną kartą mitu o Inkwizycji jest podawana liczba jej ofiar. Czasami odnosi się wrażenie, że wyrok sądu inkwizycyjnego nie mógł być inny niż kara śmierci (bezcelowe wydaje mi się przytaczanie w tym miejscu owych wydumanych statystyk). Tymczasem ustalenia dokonane przez historyków w ostatnich latach w oparciu o akta procesowe mówią o czymś diametralnie innym. I tak, w odniesieniu do uznawanej za najbardziej surową, Inkwizycji hiszpańskiej, przyjmuje się, że odsetek wydawanych wyroków śmierci nigdy nie przekroczył 1 proc. wszystkich orzeczeń Trybunału (w latach 1759-1808 ramieniu świeckiemu przekazano 4 osoby). Materiały przedstawione w Watykanie w 2004 r. mówią o tym, że Inkwizycja hiszpańska w całym okresie swojego istnienia wydała ok. 125 tys. wyroków, z tego wyroki śmierci stanowią ok. 1, 5 proc. Trzeba dodać, że to wcale nie oznaczało, że na wszystkich osobach skazane na śmierć wyrok wykonano. Źródła mówią o tym, że część wyroków został wykonana zaocznie, tzn. spalono kukłę wyobrażającą skazanego. Większość jej wyroków stanowiły: nakazy noszenia odpowiedniego stroju pokutnego, przypisane praktyki modlitewne, więzienie („wieczne więzieni” – to termin, którym określano dom skazanego, którego nie powinien on opuszczać przez określony czas), galery, itp. Bernard Gui, inkwizytor, na temat którego, niezasłużenie, powstała „czarna legend” (vide: Umberto Eco, „Imię róży”), miał w ciągu roku przeprowadzać nawet 578 procesów. Jednakże z 418 osób uznanych przez niego za winne, tylko pięć zostało przekazanych ramieniu świeckiemu (co wcale nie musiało oznaczać, podkreślmy to jeszcze raz, wyroku śmierci). Archiwa sądów inkwizycyjnych z Tuluzy mówią, że kara śmierci stanowiła 1 proc. wszystkich wyroków. Jak słusznie zauważa R. Konik „dane te nie uwzględniają odwołań od wyroków śmierci do Stolicy Apostolskiej”.
Na zakończenie dodajmy, że na karę śmierci za herezję o wiele częściej skazywano w krajach protestanckich niż katolickich. Np. w Anglii spalono ok. 30 tys. ludzi oskarżonych o bycie czarownicą, w protestanckich Niemczech za ten sam rzekomy proceder skazano 100 000 ofiar. „Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów epoki, w której - wedle osławionego prawa Magdeburskiego - każdy sąd grodzki, złożony z najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki "mistrza", mógł wymierzyć 21 rodzajów „kwalifikowanej" (tj. połączonej ze specjalnymi torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W Strasburgu w samym tylko październiku 1582 skazano na stos 134 czarownice - dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba ofiar pięciu największych auto da fé w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary - bez żadnego sądu - 31 osób.”
Zakończenie
Mam nadzieję, że powyższy tekst, zawierający podstawowe informacje na temat historii i działania Świętej Inkwizycji, będzie stanowił punkt wyjścia dla dalszego pogłębienia tematu dla wielu młodych (choć nie tylko) ludzi, którzy znajdą go szukając, być może, materiałów do kolejnej pracy z historii. Oby zachęcił on ich do sięgnięcia po rzetelne opracowania naukowe, a w przyszłości do podjęcia własnych badań w tym obszarze.

Artur Górecki
tekst publikowany na: konserwatyzm.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz