poniedziałek, 27 lipca 2015

O dialektyce – nauce o przejrzystych racjach

Artur Górecki

Pochylając się nad zagadnieniem edukacji klasycznej, nie sposób pominąć roli, jaką odgrywała w niej dialektyka. Aby móc myśleć o przywróceniu jej założeń we współczesnej edukacji, warto zastanowić się, czym owa dialektyka była w rzeczywistości, skąd brało się tak ważne miejsce, które jej przyznawano w wypracowanym przez stulecia modelu kształcenia, a także dlaczego została porzucona.
Dialektykę pojmowano zarówno jako sztukę dyskutowania jak i rozumowania; widziano w niej sposób poznania intelektualnego, który przekracza czysto formalne związki logiczne. Już od czasów starożytnych zaczęto utożsamiać ją z teorią racjonalnego myślenia (logiką). Zaliczana jest ona także do metod porządkujących wiedzę (obok apofatyki i analogii): „Dialektyka polega na ukazaniu różnic. Zaczęła się jednak od ukazywania różnic między przypadłościami, np. zimne – ciepłe, rozrzedzone – zagęszczone […]. Ukazuje różnice między pojęciami, a odnoszona do bytów opiera się na tezie, że to, co bezpośrednio poznajemy, jest naturą bytu”.[1] Bardzo trwała okazała się wykładania dialektyki arystotelesowskiej zaproponowana przez Cycerona, rozróżniała ona dialektykę: a) ars iudicandi – sztuka analizy logicznej służącej określaniu właściwości rzeczy oraz b) ars inveniendi – sztuka znajdowania w dyskusji odpowiednich argumentów dla sądu prawdopodobnego.
Średniowiecze – używające zamiennie nazw „logika” i „dialektyka” –  ulokowało dialektykę („naukę o przejrzystych racjach oddzielających prawdę od fałszu”), obok gramatyki i retoryki, w ramach trivium, stanowiącego wraz z quadrivium kanon nauczania klasycznego. Św. Augustyn uważał dialektykę za „disciplina disciplinarum” wszelkich nauk, Albert Wielki nazywał ją  „ars generalis”, zaś św. Tomasz z Akwinu postrzegał dialektykę jako „najbardziej odkrywczą część logiki” służącą heurystycznym celom nauk.[2]
Kryzys nominalistyczny, renesans i reformacja przynoszą ze sobą bardzo niekorzystne zmiany: „[...] zarówno Ojcowie jak i Scholastycy, przyswajając sobie te zabytki pogańskiej mądrości, wystawili je wprzód na działanie światła chrześcijańskiej wiary; a jasny jej promień odłączył stare błędy, zapełnił niedostatki, rozwiązał wątpliwości, utwierdził chwiejne poglądy, słowem, najlepszą z filozofii pogańskich, przemienił w chrześcijańską. Zaś humaniści epoki odrodzenia, zaniechali już użyć światła wiary dla oddzielenia naleciałości błędów od złota szczerej prawdy, ale przeciwnie całą tę rudę przyjęli za złoto, dlatego jedynie, że ją pokrywała powabna pleśń starożytności. A choć wiara głośno protestowała przeciw temu, to jednak ci, dla których ona nie straciła jeszcze swej powagi, zasłaniali się nielogicznym, choć aż nazbyt często powtarzanym zdaniem, że to co mylnym jest ze stanowiska wiary, ze stanowiska filozofii może być prawdziwym.”[3] Cytat ten, nawet jeśli dla niektórych dyskusyjny, co do szczegółów, dobrze opisuje istotę tego, co się stało. W starciu tym ważną rolę odegrać miała dialektyka, którą humaniści renesansowi utożsamiali z retoryką (wg zaproponowanego przez Cycerona wzorca ars inveniendi): „nie tak prędko jednak filozofia scholastyczna ustąpiła z widowni, bo czuła w sobie pod zepsutą łupiną niepożytecznych spekulacyj zdrowe jądro prawdy, a poza sobą miała świetną, kilkowiekową przeszłość, której ostatnie ogniwo wiązało się w łańcuch z tysiącletnią filozofią Ojców Kościoła. Przy tym musiała ona władać po mistrzowsku ostrzem dialektyki i godzić w najsłabsze strony ubóstwionego Klasycyzmu, a nieubłagana jej krytyka nieraz ciężką zadała klęskę neofitom pogańskiej filozofii. Stąd do pogardy ku Scholastyce dodawała ona pewną zawiść, a na kłujące żądło jej dialektyki najwięcej wylało się żółci. […] toteż zawziętość Lutra przeciw Scholastykom, a głównie przeciw ich dialektyce nie znała granic. Aby więc radykalnie pozbyć się filozofii, targnął się na powagę samego rozumu i wyrzucił go z obrębu wiary, jako pierwiastek z gruntu wierze przeciwny.”[4] 
”W czasie gdy tak protestantyzm rodził, w katolickich szkołach kwitła jeszcze Scholastyka. Ale głosy o nową filozofię i w umysłach katolickich odbiły się echem. Zapomniano, jaką była właściwa przyczyna i pierwotne źródło tego żądania; powoli zaczęło się wyradzać to przekonanie, że nienawiść ku dawnej filozofii musiała mieć przecież słuszną jakąś podstawę, że więc pora na miejsce znienawidzonej scholastyki nowy system wprowadzić. Tak więc i katoliccy uczeni wyczekiwali nowej odmiennej filozofii, i niestety szczery katolik, mimo swej prawowierności, stał się ojcem racjonalistycznego idealizmu. […] nowa filozofia dwiema różnymi drogami doszła do jednego celu: od Bacona przez stopnie empiryzmu, sensualizmu i materializmu do zupełnego zwątpienia o wszelkiej prawdzie; od Kartezjusza drogą idealizmu do tego samego przekonania, że wszelka prawda chwiejną jest i ułudną.” [5]
Czy może dziwić, że zarówno na gruncie filozofii, jak i w zmieniającym się modelu kształcenia, nie było już miejsca dla edukacji klasycznej, w tym także dla dialektyki, rozumianej jako „nauka o przejrzystych racjach oddzielających prawdę od fałszu”. „W ten sposób i języki klasyczne, i teoretyczny wykład gramatyki, i euklidesowskie podejście w matematyce, i podstawy logiki, i muzyka inna niż głos emocji, i nawet coś  tak, zdawałoby się, niepodważalnego, jak pełny wykład historii oparty na zdolności mierzenia czasu i orientacji geograficznej oraz kanon literacki traktowany jako zespół wzorcowych niezmienników moralnych i estetycznych naszej kultury – wszystko to zniknęło bądź właśnie znika, traci substancję lub kontury, czasami przy pewnych odruchach zdziwienia lub nawet protestu w środowiskach rodziców i nauczycieli, przypominających nic więcej niż pęcherzyki powietrza pozostające na powierzchni wody po utopionym, przez chwilę.”[6]Założywszy, że już wiemy jaką rolę w procesie edukacji winna pełnić dialektyka (doceniając chociażby jej walor realistycznego wyjaśniania i krytycznego badania sądów potocznych[7]), to musimy umieć przyznać jej określone miejsce w strukturze dzisiejszej szkoły. Jeśli przyjmiemy, że sztuki wyzwolone to sposoby uruchomienia umysłu, które da się zasadniczo „rozpisać” pomiędzy znane nam ze współczesnej szkoły przedmioty, to dla dialektyki należałoby uczynić wyjątek, wprowadzając do szkolnego programu odrębny przedmiot.[8]
Artur Górecki 
[1] M. Gogacz, Metody metafizyki, „Studia Philosophiae Christianae”23(1987)2 (wersja elektroniczna: http://www.tomizm.pl/?q=node/14).
[2] Por. Dialektyka, oprac. W. Chudy, Powszechna Encyklopedia Filozoficzna, http://www.ptta.pl/pef/pdf/d/dialektyka.pdf (Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu).
[3] A. Langer, Św. Tomasz z Akwinu i dzisiejsza filozofia, "Przegląd Powszechny", Rok I ,t. II, Kraków 1884 (wersja elektroniczna: http://www.ultramontes.pl/langer_sw_tomasz_2.htm). W przywołanych cytatach zachowano pisownię oryginału.
[4] Tamże.
[5] Tamże.
[6] P. Milcarek, Tezy o edukacji klasycznej dla cywilizacji chrześcijańskiej, „Christianitas” nr 58, s. 7.
[7] „D[ialektyka] w ujęciu Arystotelesa przedstawiała walory zarazem metody filozoficznej zdolnej do wyprowadzania poprawnych wniosków z obszaru tego, co prawdopodobne, jak i sztuki poprawnej argumentacji (retoryki); rozumienie to na gruncie teorii zawartej w Topikach miało ogromny wpływ na dalsze dzieje d[ialektyki].” Dialektyka, oprac. W. Chudy, Powszechna Encyklopedia Filozoficzna, http://www.ptta.pl/pef/pdf/d/dialektyka.pdf.
[8] Por. Tamże, s. 11.

 za: http://christianitas.org/news/o-dialektyce-nauce-o-przejrzystych-racjach/

poniedziałek, 20 lipca 2015

O retoryce uwag kilka

O retoryce uwag kilka


„Retoryka była drugą ze sztuk wyzwolonych. Prowadzi nas ona jeszcze głębiej w świat kultury średniowiecznej aniżeli gramatyka. Stała się nam obca. Już od dawna zniknęła z programów szkolnych jako przedmiot samodzielny. [...] W naszej kulturze obecnej dla retoryki nie ma miejsca.”[1]

Retoryka sięgająca swymi początkami V wieku przed Chr. – kiedy to zdaniem znawców miała narodzić się na Sycylii – przez kolejne wieki stanowiła niezbędny składnik klasycznego wykształcenia, na które w ramach trivium (łac. tri – trzy, via – droga) składały się, oprócz niej, także gramatyka i dialektyka. Retoryka to sztuka, która usprawniała człowieka do tego, aby potrafił za pomocą słowa (mówionego i pisanego), wykorzystując reguły poprawnego rozumowania (rozum i słowo to dwa aspekty Logosu), uczciwie wskazać to, „co odnośnie do każdego przedmiotu może być przekonujące”[2],  uwzględniając temat, adresata i okoliczności. Kwintylian definiował ją jako sztukę dobrego (pięknego i uczciwego) mówienia („ars bene dicendi”). Arystoteles odnosi retorykę do rzeczywistości prawdopodobnej, która wymaga rozważenia. „Jest cechą człowieka wykształconego żądać w każdej dziedzinie ścisłości w tej mierze, w jakiej na to pozwala natura przedmiotu – bo na jedno niemal wychodzi przyjmowanie od matematyka wywodów, które posiadają charakter prawdopodobieństwa, i żądanie ścisłych dowodów od mówcy przemawiającego na zgromadzeniu ludowym”[3]. Warto zaznaczyć, że perswazja odwołuje się nie tylko do rozumu (logos), ale także do uczuć (pathos) i charakteru (ethos).
Izokrates był przekonany, że „nic, co jest czynione z rozmysłem, nie dzieje się bez udziału mowy”, a w innym miejscu pisał: „właściwe użycie języka jest najlepszym wskaźnikiem poprawności myśli”. Retoryka stała się podstawą edukacji klasycznej i weszła w skład kulturowego dziedzictwa cywilizacji Zachodu. Przez wieki zdawano sobie sprawę z roli jaką odgrywa szeroko rozumiana kultura języka. Wiedziano też, że język może budować, ale może też niszczyć, szczególnie wtedy,  gdy słowo oderwane jest od prawdy i dobra. Przekonanie to nabiera szczególnego znaczenia w chrześcijaństwie – Bóg jest Logosem. Człowiek, który nie potrafi rozpoznać, nazwać oraz komunikować swoich myśli i przeżyć we właściwy sposób, nie może rozwinąć się w pełni w swoim człowieczeństwie. Wyobcowuje się też z dziedzictwa kulturowego, którego nie jest w stanie przejąć, bo go nie rozumie. Retoryka jest też narzędziem, które pozwala zdemaskować fałsz i kłamstwo zawarte w określonym typie argumentacji i odnieść go do rzeczywistego dobra człowieka.
Retoryka przez stulecia kształtowała oblicze europejskiej kultury. Prawdziwe jest też, brzmiące paradoksalnie, stwierdzenie C.S Lewisa: „retoryka stanowi największą barierę między nami a naszymi przodkami”. Koniec XVIII wieku przynosi odwrót od nauczania retoryki jako nieodzownego elementu wykształcenia. Nie wnikamy tu w niezwykle istotne zmiany jakie zaszły w sposobie traktowania retoryki już w renesansie, jak np. przesunięcie z obszaru retoryki do logiki istotnych elementów przynależnych wcześniej strukturze tej pierwszej, takich jak inventio (zebranie materiału) i dispositio (uporządkowanie materiału), zostawiając retoryce elocutio (opracowanie językowo-stylistyczne) i actio (wygłoszenie)[4]. Okrojoną retorykę zaczęto utożsamiać na przykład z erystyką bądź stylistyką. Pod koniec XIX wieku retoryka nie jest już obowiązkowym przedmiotem kształcenia ogólnego. Dzisiaj próżno szukać jej w programach szkoły średniej czy minimach programowych kształcenia akademickiego obowiązujących w Polsce (niektóre uczelnie proponują studia interdyscyplinarne bądź podyplomowe w tym zakresie). Nieliczne szkoły próbują wprowadzać retorykę jako jeden z przedmiotów wzbogacających ich ofertę edukacyjną.
Jednak rzadko kiedy (jeśli w ogóle) retoryce przywraca się należne jej miejsce, wkomponowując w całokształt proponowanego modelu edukacyjnego. Modelu, któremu najczęściej bardzo daleko od założeń tego, co rozumiemy pod pojęciem edukacji klasycznej, od której stopniowo zaczęto odchodzić od progu nowożytności. Trudno się temu dziwić w sytuacji, gdy w systemie kształcenia i wychowania wyakcentowuje się oryginalność i ekspresję a nie poszukiwanie prawdy o nas samych i otaczającej nas rzeczywistości. Do granic możliwości osłabione zostały tradycyjne obszary stabilności –  wcześniej uwidaczniające się także w retoryce – a w ich miejsce zagościła fragmentaryczność i jednostkowość. Rzeczywiście coraz trudniej o „wspólnotę świata” łączącą retora z audytorium. Trudno się zatem dziwić, że tam gdzie jedynym kryterium jest zwycięstwo, panuje sofistyka, a uznaniem cieszą się chwyty erystyczne. W miejsce nauczyciela/mistrza-retora pojawia się wynajęty „PR-owiec”, „trener”, „coach”, a celem jego działania ma być osiągnięcie doraźnego efektu.
Klasyczna retoryka postrzegana była jako element nieodzowny do właściwego rozwoju człowieka, a nie tylko jako jedna ze sprawności intelektualnych, które tenże może posiąść. Retoryka została sprowadzona dziś zasadniczo do teorii argumentacji „wyabstrahowanej z konkretnego kontekstu” (P. Jaroszyński). Mało kto dziś dostrzega jakikolwiek związek retoryki z moralnością. Większość ludzi również nie zdaje sobie sprawy z tego, że mogą stać się przedmiotem manipulacji „zręcznego mówcy”. Dlatego tak ważnym postulatem staje się przywrócenie retoryce należnego jej miejsca w systemie edukacji dzieci i młodzieży. Rozwiązaniem nie jest dodanie retoryki jako kolejnej lekcji do zestawu przedmiotów obowiązkowych, ale odejście od obowiązującego obecnie w edukacji paradygmatu, na rzecz powrotu do założeń edukacji klasycznej, która – jak trafnie pisze Paweł Milcarek – „jest bezsprzecznie najtrwalszym z metaprogramów edukacji w naszym kręgu kulturowym: wytworzony w epoce hellenistycznej – w środowisku niemogącym jeszcze znać chrześcijaństwa, dalekim od kultury biblijnej – został przejęty bez większych zastrzeżeń i zmian w świecie chrześcijańskim szukającym kultury pomocnej w poznaniu Objawienia, stając się w kolejnych wiekach, z natchnienia Augustyna, Kasjodora i Boecjusza, własnym ideałem edukacyjnym Christianitas[5].

Artur Górecki 

[1] E. R. Curtius, Literatura europejska i łacińskie średniowiecze, Kraków 1997, s. 68.
[2] Retoryka, 1355b 10–11.
[3] Etyka nikomachejska, 1094b 23–27
[5] P. Milcarek, Tezy o edukacji klasycznej dla cywilizacji chrześcijańskiej, „Christianitas” nr 58, s. 6.

O retoryce

http://christianitas.org/news/o-retoryce-uwag-kilka/

czwartek, 9 lipca 2015

Oświata w rękach rewolucji

"Stworzone zostały prawa na użytek narodu; teraz chodzi o to, aby stworzyć nagród na użytek tych praw, a to drogą publicznej edukacji". (Słowa jakobińskiego  deputowanego Deleyrego z broszury: Myśli o edukacji narodowej)